Odebrałam swoją torbę i zarzuciłam
ją na ramie. Nie powiedziałam nawet słowa do kobiety za kontuarem tylko
odeszłam w stronę drzwi. Pchnęłam je i wyszłam na zimne powietrze. Zamknęłam
oczy i wzięłam głęboki wdech.
Pól roku... Tkwiłam tu jebane pół
roku i w końcu jestem na wolności. Zbiegłam z betonowych stopni i ruszyłam
alejką w stronę czarnej furtki. Otworzyłam ją i opuściłam teren ośrodka. Jebany
odwyk. Nie był mi wcale potrzebny. Nie miałam żadnego problemu z narkotykami.
Kilka razy wzięłam amfetamine i zdarzyło mi się zażyć ecstasy na imprezach.
Wielkie mi co. Oczywiście rodzice uważają inaczej...
Nałożyłam czarny kaptur bluzy i
przyspieszyłam kroku. Niebo przybierało szarej barwy i grzmiało groźnie. Nagle
na kogoś wpadłam. Torba spadła z mojego ramienia lądując z hukiem na chodniku.
-Uważaj
jak chodzisz Ty palancie.- warknęłam podnosząc na niego wzrok. Stał przede mną
wysoki blondyn ubrany w czarną skórzaną kurtkę, ciemne obcisłe dżinsy i białą
koszulkę. Na stopach miał ciemne Tomsy. Zdjął z nosa czarne Ray Bany i spojrzał
na mnie chłodnymi lazurowymi oczami.
-Grzeczniej
skarbie.- warknął mrużąc oczy.
-Skarbie?
Nie pozwalasz sobie za bardzo?- syknęłam. Uśmiechnął się drwiąco i ponownie
założył okulary.
-Do
zobaczenia kotku.- wyminął mnie i odszedł w przeciwnym kierunku. Fuknęłam
zdenerwowana i ruszyłam przed siebie chcąc być w „domu” zanim spadnie deszcz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz