środa, 13 listopada 2013

Prolog




            Odebrałam swoją torbę i zarzuciłam ją na ramie. Nie powiedziałam nawet słowa do kobiety za kontuarem tylko odeszłam w stronę drzwi. Pchnęłam je i wyszłam na zimne powietrze. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech.
            Pól roku... Tkwiłam tu jebane pół roku i w końcu jestem na wolności. Zbiegłam z betonowych stopni i ruszyłam alejką w stronę czarnej furtki. Otworzyłam ją i opuściłam teren ośrodka. Jebany odwyk. Nie był mi wcale potrzebny. Nie miałam żadnego problemu z narkotykami. Kilka razy wzięłam amfetamine i zdarzyło mi się zażyć ecstasy na imprezach. Wielkie mi co. Oczywiście rodzice uważają inaczej...
            Nałożyłam czarny kaptur bluzy i przyspieszyłam kroku. Niebo przybierało szarej barwy i grzmiało groźnie. Nagle na kogoś wpadłam. Torba spadła z mojego ramienia lądując z hukiem na chodniku.
-Uważaj jak chodzisz Ty palancie.- warknęłam podnosząc na niego wzrok. Stał przede mną wysoki blondyn ubrany w czarną skórzaną kurtkę, ciemne obcisłe dżinsy i białą koszulkę. Na stopach miał ciemne Tomsy. Zdjął z nosa czarne Ray Bany i spojrzał na mnie chłodnymi lazurowymi oczami.
-Grzeczniej skarbie.- warknął mrużąc oczy.
-Skarbie? Nie pozwalasz sobie za bardzo?- syknęłam. Uśmiechnął się drwiąco i ponownie założył okulary.
-Do zobaczenia kotku.- wyminął mnie i odszedł w przeciwnym kierunku. Fuknęłam zdenerwowana i ruszyłam przed siebie chcąc być w „domu” zanim spadnie deszcz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy